U brzegów Tortugi – część 3

Rybacy, to był klucz władcy Królestwa do rozwiązania zagadki tajemniczej opowieści, którą usłyszał w komnacie pana Saudade. Natychmiast nakazał sprawdzenie wszystkich informacji, a także wezwał swojego kuzyna do złożenia relacji, jak wszedł w posiadanie nowalskich „podróbek” dzieł sztuki starożytnej cywilizacji. W ciągu niedługiego czasu miał do dyspozycji sporo wieści o tajemniczym młodym lesie Tortugi i o splądrowanych skarbach piratów na tej wyspie. Oprócz Dreamlandczyków, na Tortudze urzędowali też rybacy sarmaccy, scholandcy i Natańczycy. Ci ostatni mogli sobie pozwolić na wiele więcej niż ktokolwiek inny, bo ich nie ścigały żadne służby nowalskie, a flibustierzy tolerowali każde ich posunięcie. Od nich też uzyskano najwięcej wiadomości o skarbach i rzekomych skarbach piratów Tortugi, a także o bezwzględnym ich wykorzenieniu przez flibustierów. Co prawda flibustierów ochrzczono piratami, ale tak naprawdę to byli handlarze i przemytnicy kierujący się bardzo etycznym kodeksem honorowym. W ich zorganizowaniu i dyscyplinie trudno było znaleźć miejsce na zwykłe i pospolite akty piractwa, a swoisty układ hierarchii powodował, że zawsze mieli nad sobą przełożonych. W Rzeczpospolitej Obojga Narodów nadano im nazwę kaprów, czyli sług morskich kraju, co było prawdziwą nobilitacją dla przemytników. W nowoczesnych czasach dysponowali oni znakomitym sprzętem, a Nowal i Mikrosławia szeroko korzystały z ich usług z powodu słabości własnych sił zbrojnych. Ci flibustierzy piratów bezwzględnie wygnali z Tortugi, ale ich dziedzictwo strzegli w sposób bardzo konsekwentny i jeśli pozwalali na ich zabranie, to musiało to odbyć się w sposób nie sprawiający wrażenia rabunku.

Scalając wszystkie informacje i analizując całość sytuacji, król doszedł do wniosku, że wprowadzenie do gry sił zbrojnych w postaci okrętów z desantem morskim, powinno mu dać możliwość zbadania tajemniczej polany młodego lasu na południowym wybrzeżu Tortugi. Do rozpoznania sytuacji na Morzu Nowalskim nie potrzebował nawet specjalnych zabiegów, bo wystarczyło zebrać spostrzeżenia rybaków. Okręt podwodny i fregata królewskie wyruszyły z tajną ekspedycją.

FR-3 Gerton – Kingdom of Dreamland warship

 

Reklamy

Leave a comment »

U brzegów Tortugi – część 2

– Zanim Astec zatonął w Oceanie Wirtualnym, to jego skarby zostały wywiezione z wysp i ukryte na niezagrożonych akwenach nowalskich!

– Jest pan tego pewien, sire?

Dawny pan Saudade skinął głową. Jego czas już się kończył, siły go opuszczały i dlatego poprosił do siebie młodego króla Dreamlandu, aby mu przekazać wszystkie tajemnice. Uznał to za swój obowiązek w obliczu ostatecznego odejścia. Młody król nie czuł się pewnie przy tym wyniosłym starcu. On nigdy nie sięgnął po koronę, ba nawet niezbyt chętnie występował jako osoba publiczna. Pochodził z dawnej rodziny cesarskiej, to było wiadomo, ale nigdy nie aspirował do tytułów szlacheckich. Legendy głosiły, że mieszkał w zamierzchłych czasach w Cesarstwie Aztec, ale nikt nie spodziewał się, że mógł on być tam… cesarzem? Młody król mimowolnie użył w stosunku do dostojnego starca na łożu śmierci cesarskiego przydomku przynależnego potężnemu władcy, co wcale starca nie speszyło! Z całą siłą do myśli króla wtargnęły tamte legendy, a teraz zrozumiał nagle, że rozmawia z dawnym władcą Astec. Nowa nazwa Aztec nie padła z ust Dostojnego, co wcale nie musiało oznaczać, że jest wadliwa. Król cierpliwie czekał, czy starzec powie coś jeszcze, ale ten zasnął. Król nigdzie nie śpieszył się, a w komnacie starca miał czas na myślenie, bo nikt nie śmiał im przeszkadzać w tym spotkaniu. Przypomniał sobie teraz, że jeden z rybaków łowiących na Morzu Nowalskim przywiózł mu zawieszkę i ryngraf, na których widniało słowo Astec. Ponieważ ów rybak był jego kuzynem, to miał do niego dostęp i wtedy oburzył się, że Nowalczycy to straszni bufoniarze, skoro potrafią tak idealnie podrobić niby skarby, a zapominają o pisowni, bo wszystkim wiadomo, że istniał Aztec, a nie Astec. Wtedy król przyjął to ze śmiechem, jako znakomity żart, a nawet zagadnął kiedyś ambasadora nowalskiego o to. Reakcja mikrosławieńskiego ministra jednak go zadziwiła. Zapytał on ze zdziwieniem, skąd król Dreamlandu wie o tym, co poddawane jest nawet krytyce wśród naukowców i badaczy nowalskich, nie mówiąc już o mikrosławieńskich? Wtedy król obrócił całą sprawę w żart, poszedł z ambasadorem do nowo otwartej filii Karczmy Leńskiej w Dreampolis i przepił to śliwowicą, ale teraz stanęło mu to wszystko jaskrawo przed oczyma. Jakże nie docenił wagi tamtych zdarzeń! Wychodząc z komnaty miał już pewne plany…

Leave a comment »

U brzegów Tortugi – część 1

– Meldunek z okrętu podwodnego: Nierozpoznany cel na dystansie 12 mil morskich, prawdopodobnie niszczyciel floty! Kurs na Zatokę Rozbitków, szybkość czternaście.

Kapitan Erwin Socrates podszedł do wielkiego ekranu mapy sytuacyjnej centrum operacyjnego fregaty MNS Hugo Zdolny. Zaznaczona na niej pozycja okrętu podwodnego i wykrytego przez niego celu wyraźnie wskazywały, że akwen południowej zatoki Wyspy Tortuga stał się gorący.

Frigate Hugo Zdolny and his helicopter

Wydał polecenie wylotu helikoptera, ale jego dowódcy rozkazał trzymać się za linią horyzontu względem namierzonego celu. Również jego okręt znajdował się poza tą linią, nie mniej jednak niezbyt dobra pogoda jest sprzymierzeńcem MNS Zdolny.

– Włączyć system maskujący praire masker i obrać kurs na cel!

Polecenia kapitana nie budziły wątpliwości, bo po nich padła komenda alarmu bojowego i związana z nią pełna gotowość okrętu do zadania ciosów. Hugo Zdolny zaczął wytrwałe skradanie do celu. Zastosowanie systemu maskującego okrętu wykluczało rozwijanie wielkich szybkości, więc fregata stopniowo zmniejszała dystans od tajemniczego celu, a napięcie na jej pokładach sięgało zenitu. Dziobowa wyrzutnia w pewnym momencie rozpoczęła ruchy i zjawił się po nich na prowadnicy pocisk rakietowy przeznaczony do zwalczania okrętów.

Centrala wywiadu w Lene nie dysponowała danymi na temat ewentualnego przybycia dużego okrętu w pobliże Tortugi. Ale też nie można było tego wykluczyć, bo flibustierzy na swoich patrolowcach meldowali kilkakrotnie jakiś ruch u południowych brzegów wyspy. Były to jednak małe statki i jednostki żaglowe. Jak wiadomo, kwitł przemyt alkoholi przez Morze Nowalskie, więc takie stateczki ani specjalnie flibustierów dziwiły, ani Oni na nie nie reagowali. Jednak pewnej nocy patrolowiec flibustierski nadział się na okręt podwodny przy wejściu na akwen Zatoki Rozbitków. Automatycznie wywołało to alarm dla floty i jeden z okrętów podwodnych Mikrosławieńskiej Marynarki Wojennej Nowalu podjął na akwenie przyległym patrol. Jego wsparciem była ukryta za linią horyzontu fregata z dwoma zaokrętowanymi helikopterami. Mimo tych przygotowań, zjawienie się oczekiwanego dużego celu, było dla wywiadu jednak szokiem. Rozpoczęły się gorączkowe próby ustalenia, z kim nowalska fregata ma do czynienia. Powagi sytuacji dodawał fakt, że komodor dowodzący flotą nakazał kapitanowi marynarki Socratesowi podejście do celu w pełni gotowości. Mogło to oznaczać tylko jedno, osiem niezawodnych rakiet przeciw okrętowych umieszczonych w tym celu w ciągu kilku minut.

Leave a comment »

Problemy przy mobilizacji

Podczas ostatnich wydarzeń na Morzu Nowalskim, gdy na akwenach wokół Tortugi zjawiła się nieznana nikomu grupa statków, zarządzono mobilizację. Oczywiście Mikrosławieńska Marynarka Wojenna Nowalu bez problemu wysłała swoje okręty morskie i powietrzne do rozpoznania nieoczekiwanych gości, ale pojawił się problem sztabowy zupełnie innej natury.

Planiści wskazali, że w przypadku desantu nierozpoznanego jeszcze zespołu statków, czy okrętów, potrzebne mogą być Siły Zbrojne ZFM, czyli Wojska Lądowe i Siły Powietrzne. I tu zaczął się problem, bo szef planowania zadał pytanie, czy do służby można wcielić obywateli ZFM mieszkających i posiadających obywatelstwo innych krajów? Problem jest o tyle poważny, że w grę wchodzi lojalność Sił Zbrojnych.

Na szczęście rozpoznanie wykonane przez fregatę rakietową MNS Hugo Zdolny stwierdziło, że na wody Tortugi przybyła ekspedycja statków rybackich Dreamlandu, czyli państwa uprawnionego do czynności połowowych w akwenie Morza Nowalskiego i cały incydent poszedł w niepamięć. Jednak Zgromadzenie Narodowe koniecznie musi zająć się problemem ewentualnej służby członków Sił Zbrojnych zamieszkujących zagranicę.

Leave a comment »

15 lat Księstwa Sarmacji

Od piętnastu lat w świecie polskojęzycznych państw wirtualnych istnieje Księstwo Sarmacji, jedna z wiodących mikronacji (jedynie porównanie z Królestwem Dreamlandu wytrzymuje tu kryteria porównawcze w jakimś stopniu). Wielki sukces aktywności, zorganizowania, szczęścia do kreatywnych obywateli jest niewątpliwym dziełem pierwszego księcia i założyciela Księstwa JKM Piotra Mikołaja (data wstąpienia na tron Sarmacji 25 maja 2002 roku, stąd 15 lecie).

Były obywatel Królestwa Dreamlandu stał się założycielem drugiej wiodącej mikronacji. Jego niepospolitym talentom i zaangażowaniu w położenie trwałych fundamentów wirtualnej państwowości, Księstwo Sarmacji zawdzięcza dzisiaj swoje trwanie i pewną odporność na kryzysy, którym mikroświat też podlega. Do tego Księstwo stało się pewnego typu akumulatorem, czy inkubatorem ratującym i przechowującym cały szereg pożytecznych inicjatyw mikronacyjnych, ba nawet słynie z ratowania całych państwowości wirtualnych (podobnie jak druga z największych i najstarszych państwowości wirtualnych KD). Dalszej kontynuacji i tej swoistej siły przekonania o własnej wartości i tej dumy z narodowości wirtualnej wszystkim Sarmatom życzy redakcja SOKN!

Leave a comment »

W zasadzie to…

Królestwo Nowal uczestniczące w Zjednoczonej Federacji Mikrosławii dotarło bardzo szybko do destrukcyjnego charakteru mikronacji cichej. Nie tworzono w nim skomplikowanych rzeczywistości, a podatność na kryzysy była bardzo nikła. Co ciekawsze, powstał swoisty i wcale nieplanowany izolacjonizm tej nacji wirtualnej, czego efektem była wyjątkowo słaba projekcja poza własne granice narodowe (wirtualne). Dlatego tym dziwniejszy wydaje się wyraźnie zarysowany konflikt z Sarmacją, czego efektem były niespodziewane ataki wobec agencji prasowych tak Nowalu, jak ZFM. Historia była o tyle ciekawa, że istniejący wówczas nieformalny klub Wielkiej Trójki, ewidentnie poczuł się zagrożony działaniami nowego (9-10 lat temu!) państwa wirtualnego. Powstałe w tym czasie inne v-nacje wcale nie pałały zachwytem do sztywnej Wielkiej Trójki, a Nowal, a potem ZFM ewidentnie budował v-świat równoległy. I w zasadzie to… wygrał. Z tamtego klubu tak naprawdę można uznać niezachwiane istnienie tylko jednej v-nacji, sarmackiej. Pozostali członkowie wielkiej Trójki popadli w wielkie kłopoty i ich znaczenie nawet w niektórych momentach stało się marginalne w życiu wirtualnym. A kryzysowa sytuacja trwa nadal i można powiedzieć, że wirtual funkcjonuje w warunkach permanentnego kryzysu.

2 Komentarze »

(Nie)Ciekawy wymiar wojny w Kugarii

Artykuł Posłańca pokazał niepokojący poziom agresji w wojnie w Kugarii. Doszło do sytuacji, że konta obywatelskie zostały dezaktywowane nie przez ich właścicieli. Przy takim wymiarze zaangażowania, los każdego państwa wirtualnego jest zależny od… kaprysu. Nie jest to dobra rekomendacja dla życia wirtualnego niestety.

2 Komentarze »